2007-08-27 10:57:08 >>
Uścisk. Uśmiech. Ciepłe słowo...
Napisane zeszłej nocy. Zdecydowanie nie jest to mój najlepszy wiersz,ale jestem zadowolona,że w ogóle udało mi się cokolwiek napisać. Jestem w nieco gorzkim nastroju.
Napisane z punktu widzenia głosu rozsądku.
UśCISK. UśMIECH. CIEPłE SłOWO.
Uścisk.
Uśmiech.
Ciepłe słowo.
Powiedz, jak to odczuwasz?
Miłe i przyjemne, czyż nie tak?
Uścisk.
Uśmiech.
Ciepłe słowo.
Och, żeby tak było zawsze.
Żeby się nie kończyło.
Powiedz, chciałabyś?
Oczywiście, że tak.
Kto by nie chciał.
Uścisk?
Uśmiech?
Ciepłe słowo?
Powiedz mi, wierzysz w to?
Kogo ty oszukujesz?
To wszystko jest jedynie snem.
Nie jesteś niczym więcej
Niż paroma słowami
I garstką pikseli na ekranie.
Myślisz, że to wszystko jest naprawdę?
Myślisz, że masz jakieś prawa?
Nie jesteś niczym więcej niż abstrakcją.
Po co ci prawa?
Uścisk.
Uśmiech.
Ciepłe słowo.
Duchowi z sieci można wmówić wszystko.
skomentuj (1)
2007-07-04 11:19:42 >>
Wróżba
Krótkie opowiadanie napisane wczoraj wieczorem.
WRÓŻBA
"Kocha..."
"Nie kocha..."
"Kocha..."
"Nie kocha..."
Siedziała na huśtawce w parku, trzymając w ręce mały słonecznik i powoli wyrywając kolejne płatki, które lądowały w kałuży obok. Było lato, co prawda, wczesny lipiec, mimo to pogoda wyglądała bardziej jak w kwietniu, często się zmieniała i padało chyba codziennie. Teraz znowu się zanosiło na deszcz, niebo ciemniało coraz bardziej, ale ona nie zwracała na to uwagi, całkowicie skupiając się na kwiatku i swoich myślach.
"Kocha..."
"Nie kocha..."
"Kocha..."
Nawet nie wiedziała, dlaczego to miało dla niej jakieś znaczenie. Ona miała w zwyczaju mawiać, że nie ma serca. Już nie. Gdyby ktoś go szukał, to leżało sobie na półeczce w jej pokoju, przykryte kloszem. To, oczywiście, była przenośnia, ale dwudziestolatka, która właśnie sobie wróżyła z płatków słonecznika, tak wszystkim tłumaczyła, dlaczego, pomimo kolegowania się z wieloma chłopakami, jakoś nie potrafi zapałać do żadnego głębszym uczuciem niż sympatia. Część z nich była zawiedziona, ale ona nie mogła na to nic poradzić.
"Kocha..."
"Nie kocha..."
A potem zjawił się ON. Zainteresowała się nim od pierwszego momentu, gdy go zobaczyła. Było w nim coś...znajomego. Postanowiła się zaprzyjaźnić. Na początku wydawało jej się, że znajomość idzie dość opornie, ale w końcu lody zostały przełamane. Wreszcie też dziewczyna dowiedziała się, co było w nim znajomego. Okazało się, że dzielili pewne doświadczenia, nie zawsze przyjemne, dzięki czemu rozumieli się dość dobrze. A potem nagle zaczęło się z nią dziać coś, co się z nią nie działo od bardzo dawna. Próbowała to odepchnąć, od siebie, ale bezskutecznie. Wyglądało na to, że jej serce jakimś cudem znalazło się tam, gdzie być powinno, bijące i żywe.
Ale...Jakie to miało znaczenie...Co prawda usłyszała od niego raz czy dwa, że ją kocha, ale przecież istnieje wiele rodzajów miłości.
Ostatni płatek, trzymany jeszcze przez chwilę w dwóch palcach, uleciał w końcu na wietrze, a dziewczyna wstała z huśtawki. Zaczęło padać, a ona nie miała ze sobą parasola. Odruchowo pochyliła głowę, jakby to miało ją uchronić przez coraz silniejszym deszczem, wsunęła ręce w kieszenie żakietu, który miała na sobie i szybko przemierzała kolejne kroki. Z jej twarzy nie znikał delikatny uśmiech.
skomentuj (0)
2007-07-04 11:07:30 >>
To już nie boli
Napisane 29 czerwca. Lekko inspirowane piosenką "Another" zespołu Deathcamp Project.
TO JUŻ NIE BOLI
Widzisz, znowu to robię,
Śnię o kimś daleko.
Cóż na to poradzę,
Tak jakoś wyszło.
Ale,wiesz,to już nie boli.
Nie tak bardzo.
Owszem,czasem dokucza,
Ale i do tego
można się przyzwyczaić.
Jeśli się bardzo postara,
Wszystko można znieść.
To już nie boli.
Nie tak dokuczliwie.
Kiedyś w końcu przestanie.
Będzie dobrze.
Już nie będzie bolało.
Tym razem na dobre.
skomentuj (0)
2006-12-22 00:39:23 >>
Protest; Dokąd odszedłeś?
Napisane we wtorek na włoskim. Chyba muszę zacząć brać walerianę we wtorki,bo coraz częściej czuję potrzebę kopnięcia kogoś po włoskim.
PROTEST
Dlaczego to ja zawsze
Mam być najlepsza?
Dlaczego mam
Zawsze wszystko wiedzieć?
Dlaczego zawsze spodziewacie się,
Że znam odpowiedź?
Kim ja jestem,wyrocznią?
Kim wy jesteście,
Że nie umiecie sami niczego wymyślić?
Odczepcie się ode mnie wreszcie,
Dajcie mi spokój.
Nie jestem chodzącym słownikiem.
Nie mam encyklopedii w głowie.
Jestem człowiekiem,nie komputerem.
Nie dziwcie się więc,
Jeśli czegoś nie wiem,
Bo mam do tego pełne prawo.
DOKĄD ODSZEDŁEŚ?
Zegar wybija kolejne godziny.
Skreślam dni na kalendarzu.
Mija czas, mija nieubłaganie,
A ja czekam,czekam wciąż,
Chociaż nie wiem na co.
Dokąd odszedłeś i dlaczego?
Już tak wiele czasu upłynęło,
A Ciebie wciąż nie ma.
Wróć tu.
Wróć, proszę.
Zatańczmy jeszcze raz
W naszym zaklętym ogrodzie.
No tak...aktualnie przeżywam drobne załamanie,mam chwilę pewnej słabości.Tęsknię i tyle.
skomentuj (0)
2006-12-07 22:11:02 >>
PYTANIA
Napisane dzisiaj.Po długim zastoju w pisaniu wierszy w końcu coś nowego.Troszeczkę inspirowane "Psalmem dla Ciebie" z Psałterza Wrześniowego Piotra Rubika(piękne),a troszeczkę...po prostu życiem.
PYTANIA
Pytam się gwiazdy na niebie,
Która miała wskazywać drogę zagubionym.
Pytam się samej siebie.
Pytam się wszystkich wokół.
Nikt mi nie potrafi odpowiedzieć,
Dlaczego to akurat miałeś być Ty.
Tak musiało być?
Co to znaczy?
Przeznaczenie?Czym ono jest?
To są pytania bez odpowiedzi.
Nikt mi nie odpowie.
Po co więc je zadawać?
No cóż,zapewne jest ku temu powód.
Zawsze jest.
Szkoda tylko,że o spokój tak trudno.
skomentuj (0)
2006-09-16 17:01:32 >>
Bez tytułu
Napisane dzisiaj dla wyładowania złości.Nie pytajcie,co się dzieje,po prostu mam podwyższony poziom adrenaliny.Mam też kłopot z tytułami.^^"
Dziewczyna siedziała z podciągniętymi pod brodę kolanami na łóżku, oplatając nogi rękami. Głowę miała opuszczoną, przedramiona znaczyły czerwone ślady, okrągłe i podłużne. Miejscami, tam, gdzie podrapała albo ugryzła się zbyt mocno, pokazywały się pojedyncze krople krwi. Siedziała sama w pustym mieszkaniu, po którym walały się rozrzucone papiery i połamane skorupy, szczątki potłuczonych brzydkich, tanich talerzy z grubego, topornego fajansu na wagę, które dziewczyna kupowała specjalnie na takie okoliczności, to znaczy gdyby czuła potrzebę niszczenia ze złości.
Siedziała tak przez jakiś czas, w końcu poruszyła się, podniosła głowę. Stwierdziła, że musi wyjść, bo oszaleje. Wcześniej musiała jednak dokładnie posprzątać bałagan, aby jej kot nie zrobił sobie krzywdy o któryś z ostrych odłamków. Zwierzątko siedziało teraz w szafie, gdzie schowało się, gdy zaczęły latać pierwsze talerze.
Wstała, założyła kapcie. Zaczęła zbierać większe odłamki, ostrożnie, by się nie skaleczyć. Potem dokładnie zamiotła podłogę i, dla pewności, odkurzyła. Kiedy była już mniej więcej pewna, że jest bezpiecznie, wyjęła kota z szafy. Trzymała go w ramionach przez kilka chwil, głaszcząc i zapewniając, że już jest dobrze. W końcu postawiła ulubieńca na podłodze i poszła się ubrać.
Zwykle stylizowała się na damę, lubiła wyglądać elegancko. Tym razem jednak czuła potrzebę szybkiego marszu, żeby jak najszybciej zostawić za sobą pozostałości podwyższonego poziomu adrenaliny. Chciała znów radośnie się uśmiechnąć i z pełną swobodą zapewniać wszystkich, że czuje się świetnie i nic złego się nie dzieje. Tylko to wydawało się jej w pełni naturalne. Wyszła z mieszkania z zamiarem zawalczenia ze złym humorem o swój zwykły, pogodny nastrój.
skomentuj (1)
2006-09-13 11:39:25 >>
Tymczasowo bez tytułu
Napisane zeszłej nocy,około drugiej nad ranem. I tyle.
Znowu go spotkała. Tyle czasu minęło odkąd ostatni raz się widzieli. Najpierw byli prawie nierozłączni, potem on zniknął, na chwilę znów się pojawił i zniknął bez śladu po raz kolejny, sprawiając jej ból, który nie mógł przejść. Rana nie chciała się zagoić, bez względu na wszystko.
Jej rodzina i przyjaciele radzili jej, by zapomniała, by dała sobie spokój. Mówili, że skontaktowałby się z nią jakoś, gdyby mu zależało. Przez długi czas nie docierało to do niej, lecz w końcu posłuchała. Spaliła listy, zdjęcia, wszelkie pamiątki po nim, nawet piękny prezent urodzinowy, który dostała od niego. Paliła ze łzami w oczach, ale miała nadzieję, że to jej pomoże, że będzie jej łatwiej...
Wydawało się, że doszła do siebie. Nie opowiadała i nie myślała o nim już tak dużo. Spytana o niego wzruszała ramionami, jakby już jej nic nie obchodził. Mimo to bywały momenty, kiedy rana się otwierała, a ona znów zaczynała o nim myśleć. Przeglądała manipulacje zdjęciami o tematyce fantasy. Zwracała szczególnie uwagę na pięknie zrobione niebo i obrazy wyglądające jak wyciągnięte ze snu czy baśni. Sama nie wiedziała, po co to robi. Znaleźć go nie mogła tak długo, aż on tego nie chciał. Takie chwile słabości były krótkie,ale zdarzały się coraz częściej, jakby były zapowiedzią czegoś.
Pewnego dnia była ze znajomymi w mieście. Szli sobie ulicami, żartując i śmiejąc się. Uwielbiała tych ludzi, świetnie się z nimi bawiła. W jednej chwili jednak przystanęła. Zobaczyła znajomo wyglądającą postać, która jej się przyglądała. To był on,jej dawny przyjaciel. Uśmiechnął się do niej delikatnie, swoim sposobem, prawie samymi tylko oczami. Nie wiedziała,co zrobić. Stała jak wryta, patrząc się na niego. W końcu podeszła do niego, uściskała bez słowa, chowając przy tym twarz w jego ramieniu, po czym wspięła się na palce, żeby go ucałować w czoło i pogłaskać po twarzy. Potem odwróciła się i zaczęła odchodzić. Jej znajomi czekali na nią. Nie zatrzymując, odwróciła się i spojrzała na niego. Dalej tam stał, wyglądał na zdumionego i, zadziwiające, boleśnie zawiedzionego. Siłą woli zmusiła się, by iść dalej, nie zatrzymywać się. Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza, której nie starła, a jedynie zwróciła twarz w stronę znajomych. Odeszła z nimi. On dalej tkwił w miejscu,zawiedziony. W końcu i on westchnął i odszedł w swoją stronę.
skomentuj (2)